Miłość i Internet


milosc przez internet 300x199 Miłość i Internet

(fot. photoblog.pl)

Internet to zabawa dla odważnych. Ale i dla tych, którzy chcą się ukryć za ekranem monitora i stworzyć osobę, którą chcieliby być a nie są. Nie trzeba się jednak go bać. Trzeba go oswoić i wykorzystać. Bawić się nim i traktować poważnie. Można spotkać tu oszustów i można poznać ciekawych ludzi. Nawiązać przyjaźnie, a nawet, gdy pod szczęśliwą gwiazdą ktoś urodzony, miłość swojego życia trafić. Tak mówiła kiedyś do Wandy jej przyjaciółka, Maja.

A dzisiejszego wieczoru Wanda rozmawiała z tą właśnie przyjaciółką o komputerach, ale nie tylko o tym. Miała problem i chciała się wypłakać na czyjąś pierś, dlatego spotkała się z Mają. Czarna, piekielnie mocna kawa, pobudzała szare komórki, które po piątej filiżance na pewno zrobiły się też czarne. Do tego góra ciastek, ptasie mleczko, trufelki, a jak już wszystko załadowały w siebie, to zostały jeszcze paluszki. Chrupanie przeszkadzało trochę w zwierzeniach, ale jak się nie ma co się lubi, to się chrupie co się ma. Ponieważ zrobiło się trochę łzawo otworzyły szampana dla poprawy humoru. Tu rzecz dziwna, im mniej szampana było w butelce tym więcej łez. Trunek przelewał się przez oczy jak przez sito. Gdy skończył się szampan skończyły się też chusteczki. Uznały, że dosyć na dzisiaj i trzeba się z tym przespać. Rozstały się w uściskach. Myjąc naczynia Wanda stwierdziła, że wcale nie czuje się lepiej po tej spowiedzi, w głowie powstał mętlik. Gorący prysznic dał ciału odprężenie, ale mózgu nie mogła umyć. I czuła się tak jakby był brudny, no przynajmniej zakurzony. Ale pracował, zamiast oddać się w objęcia Morfeusza. Objęcia! Szybko usunęła to słowo z myśli ze względu na przykre wspomnienia.

Chyba kiedyś zasnęła, bo obudziła się, wobec czego spać musiała. Kawa złagodziła ból głowy i pozwoliła zebrać myśli. Postanowiła, że kupi sobie komputer. Wszyscy wokoło mają. Poszła więc do sklepu i kupiła. Wciąż czyta się o zagrożeniach w sieci. Jakie zagrożenia? Przecież jest bezpieczna w swoim domu, w swoim pokoju. Wcisnęła mały guziczek, błysnęły światełka i maszyna ruszyła. „Twój komputer jest zagrożony” – powiedziała maszyna, a raczej napisała. Kto lub co mu grozi? Po chwili wpatrywania się w ekran olśniło ją. Maszynie potrzebny program antywirusowy. Tak. Ale jak to zrobić, skąd go wziąć? Z pomocą znajomych osób, które obeznane już były z takimi urządzeniami, zdobyła program, załadowała do maszyny, pocałowała ją na szczęście i powiedziała: nadaję ci miano „diabełek”, działaj dla mojego dobra. To miał być żart z jej strony i odprężenie po wielkich trudach poznawania tego monstrum. Maszyna potraktowała to poważnie.

Wanda zasiadła wieczorem z kubkiem „szatana” przed swoim diabełkiem i połączyła się ze światem. Poczytała trochę wiadomości. Poklikała tu i tam sama nie widząc czego szuka. Nagle jej oczom ukazała się strona, o której słyszała już wcześniej od Mai. Tak, to tu można rozmawiać z ludźmi. Może by tak pogadać z kimś. Ale o czym ? Zaryzykowała. Proces rejestracji przebiegł bez większych kłopotów, acz z małymi komplikacjami. Nie była pewna czy podać swoje prawdziwe dane. W końcu zdecydowała, napisze prawdę i tak nikt nie będzie wiedział czy kłamie czy nie. Napisała parę słów o sobie, pomyślała, że znowu ją wyśmieją i nazwą drwiąco „intelektualistką” jak to już bywało, w kontaktach z mężczyznami. Nie jest ani długonogą blondynką, ani nie olśniewa śródziemnomorską urodą, ani figurą modelki. Kiedyś myślała że zniweluje te niedociągnięcia intelektem, ale to był błąd. Doszła do jedynego możliwego wniosku, mężczyźni są wzrokowcami i podziwiają to, co widzą. A rozumu nie widać! Kropka!
Przez kilka wieczorów obserwowała co ludzie mówią na portalach. Była zszokowana niektórymi wpisami, lecz jeszcze bardziej tym, że wciąż otwierała jej się strona gdzie można się poznać i zaprzyjaźnić, a nawet więcej. Tak jakby komputer robił, albo jej na złość, albo, dla jej dobra. W końcu uległa i napisała. Ona Wanda chce kogoś poznać. Opisała siebie pobieżnie. I tak nie wierzyła że ktoś się do niej odezwie.

Była niedziela. Wstała, zobaczyła słońce i postanowiła iść na długi spacer. Ponieważ na śniadanie było zdecydowanie za późno, zjadła wczesny obiad i zaopatrzona w aparat fotograficzny i batonik czekoladowy wyruszyła w drogę. Świat powitał ją chłodnym powiewem wiatru, szumem kolorowych liści i słońcem uśmiechającym się pomiędzy przepływającymi po błękitnym niebie białymi obłoczkami. Szła delektując się jesiennym powietrzem i pstrykając po drodze. Nagle przypomniała coś sobie. Przystanęła. Zawróciła. Może jednak ktoś do niej napisał ? Jakaś siła pchała ją w stronę domu. Przyśpieszała kroku i prawie biegiem pokonała schody. Weszła do mieszkanie, rzuciła wszystko i nie zdejmując płaszcza usiadła do komputera. Pomyślała o kawie, ale ta myśl uleciała szybko, gdy tylko otworzyła pocztę. Miała wiadomość. Z wypiekami na twarzy patrzyła na adres nadawcy. Bała się otworzyć, co przeczyta, może lepiej nie czytać, tysiące myśli tłoczyło się pod „peruką”, z której nie zdjęła jeszcze czapki. Raz kozie śmierć! Zaczęła czytać. Ciepło pojawiło się w okolicy serca. Co się dzieje, przecież nie znam tego człowieka, jeszcze nie. Może wcale go nie poznam. Oderwała oczy od ekranu i zmusiła się do innych czynności których zaniechała przedtem. Rozebrała się z płaszcza, butów, czapki, a wszystko starała się robić wolno. Potem zaparzyła kawę. Usiadła. Odpisać? Byłoby niegrzecznie nie odpisać. Ale z drugiej strony. Targana wątpliwościami siedziała długą chwilę patrząc na ścianę jakby tam miała pojawić się podpowiedź. Nie pojawiła się. Kawa wystygła. Ekran komputera zrobił się czarny. I co teraz !

Jak za sprawą czarodziejskiej różdżki komputer ożył. Była pewna że go nie dotknęła. To chyba znak. Powinna odpisać, cokolwiek się stanie potem. Palce drżały na klawiaturze, rumieńce wystąpiły na policzki, serce biło jak oszalałe. Dlaczego tak się denerwuję, pomyślała, przecież to obcy człowiek i mam napisać tylko kilka słów. Policzyła do dziesięciu. Nie pomogło. Policzyła do stu. Nie pomogło. Wreszcie udało się napisać kilka sensownych słów. Nad „wyślij” ręka zawisła. Ale jakoś się samo wysłało. Wypiła zimną kawę i uśpiła swojego diabełka.

Dwa dni nie usiadła obok niego. Trzeciego, czytając książkę, coś nie mogła się skupić. Wyobrażała sobie mężczyznę po tamtej stronie łącza. Czyta wiadomość, śmieje się z niej, odpisuje krótko, że nie będzie kontynuował znajomości. Czy powinna wtedy coś napisać?

Wanda siadła przy komputerze zrezygnowana. Niech się to wreszcie skończy. Otworzyła z myślą, że nic nie odpisze i nigdzie już nie będzie pisać. Nigdy! Przenigdy! To ją kosztuje za dużo nerwów. Zestarzeje się w samotności i umrze w samotności. Ale w spokoju. Czytając wiadomość nie chciała wierzyć własnym oczom. On chce nie tylko z nią rozmawiać, ale spotkać się. Spotkać! Jak mnie zobaczy to mu się odechce, pomyślała. Dobrze, w takim razie niech się spotkają szybko i miejmy już to z głowy. Napisała. Spotkanie miało być za dwa dni. Nawet się już nie denerwowała. Wiedziała jaki będzie koniec.

Na umówione spotkanie przyszła niepewnym krokiem, ale starała się nie pokazać po sobie swojej niepewności. Jakże była zaskoczona, gdy mężczyzna z różą, którego z daleka widziała, czekał właśnie na nią. To dla niej! I zabrakło jej tchu gdy się przedstawił. Jaki przystojny, przemknęło przez myśl. Głos, nie słyszała co mówi, słyszała tylko niski, otulający głos. Szli brzegiem rzeki i rozmawiali. Ochłonęła na tyle żeby zapamiętać; „przyjdę do ciebie jutro”. Pożegnali się przed jej mieszkaniem, co zauważyła dopiero, gdy on już odszedł. Rany! Skąd myśmy się tu wzięli!

Wanda siedziała na kanapie całkowicie niezdolna do czegokolwiek. Nawet dzwoniący telefon jej nie wzruszył. Pomyślała tylko, że to Maja i… że nie może teraz z nią rozmawiać. Nie przed jutrem. A jutro, o matko, to już jutro? On tu przyjdzie! Tak ją zastała noc, bezsenna, pełna marzeń, niepokoju, radości i trwogi. Gdy zasypiała nad ranem nawiedziła ją myśl; czy moje szczęście czekało na mnie w komputerze ? A może to wszystko mi się śni i zniknie gdy się obudzę ?

Nie zniknęło. To nie był sen. Spotkali się tego wieczoru i jeszcze w inne wieczory. Zaczęli za sobą tęsknić. Spotykać się coraz częściej, na coraz dłużej. Tylko o przyszłości nie śmieli ze sobą mówić, chociaż oboje myśleli o tym samym. Chcieli być razem. Maja nie mogła się doprosić o spotkanie z Wandą. Wiedziała pobieżnie jak sprawy stoją, ale na długą opowieść Wanda nie mogła się zdecydować. Żeby nie zapeszyć. W tej chwili było tak, jakby czytała jakiś romans. Była po prostu szczęśliwa. Zapomniała już jak to jest czuć się szczęśliwą. A teraz? Teraz przypomniała sobie, nie, to nie tak, nauczyła się od nowa, smakować szczęście.

 

Dodaj komentarz

Featuring Recent Posts WordPress Widget development by YD