Uśmiech plus uśmiech równa się miłość


róża 300x225 Uśmiech plus uśmiech równa się miłość

(fot. friendsmorethananything.blogspot.com)

Jesień była piękna tego roku.

Jak noce chłodem straszyły tak dzień wynagradzał słońcem i barwami zawieszonymi na drzewach, jako tęcze po letniej burzy. Obłoczki pływały w górze niesione chłodnym acz nie bardzo dokuczliwym wiatrem. Żadnych szarych, obwisłych chmurzysk zwiastujących słotę ani mżawkę. Lekkie mgły otulały czasem świat, pieszcząc go delikatnie i pojąc wilgotnością, a nie przesycając. Dni były krótkie jak to zwykle o tej porze roku. Wieczory długie, noce ciemne, aksamitem swym otulające sny i marzenia niejednej samotnej duszy, niejednego samotnego serca. Wieczorne wzdychania ulatywały przez kominy razem z dymem z kominków, dających ciepło ciału, ale serce przy nich ogrzać się nie mogło. Bo serce tylko inne serce ogrzać może. Jak? Miłością i przyjaźnią darząc.

A że to była sobota, pora poobiednia, słoneczko świat ogrzało, a w domu nie było co robić, młodszy brat zajął komputer grając w jakieś strzelanki, wybrała się Kaśka do parku. Weszła na główną alejkę i stanęła zastanawiając się czy iść w stronę fontanny. Krok raźny zamieniła na żółwi i tak w ślimaczym tempie do stawku się zbliżyła. Kaczki pływały, gołębia dało się słyszeć gruchanie. Podeszła do najbliższej ławki, usiadła i zamyśliła się patrząc jednocześnie na wodę: ”Dlaczego zawsze sama tu przychodzę? Czy już nie spotkam nikogo, z kim mogłabym”. Tok jej myślenia został przerwany przez zwykłe „cześć”. Wzdrygnęła się. Popatrzyła na osobnika, który zakłócił jej spokój, myśląc, że może chce czegoś od niej, na przykład 10 groszy na tak zwaną bułkę. Ale nie wyglądał na takiego, raczej na ucznia. Odpowiedziała „cześć” i odwróciła głowę ku kaczkom. Nieznajomy patrzył, to na nią, to na kaczki i nic, cisza. Nie wiedziała co zrobić. Powinna wstać i odejść, a jednak coś kazało jej zostać. Spojrzała na chłopaka, uśmiechnął się. „Ma sympatyczną buźkę” – pomyślała i też się uśmiechnęła do niego.

Dwa uśmiechy spotykając się nie wiedziały jeszcze, że będą dla siebie od tej pory najważniejsze.
Powolutku zawiązała się rozmowa i nić sympatii, na razie cieniutka niczym pajęcza, zaczęła łączyć tych dwoje, zapatrzonych jeszcze w kaczki, a myślami lekko się dotykając. Chłodno się zrobiło i dłużej siedzieć niepodobna. Kaśka zadrżała z zimna, a chłopak wstał i stanąwszy przed nią wyciągając dłoń:

Paweł jestem – powiedział.
Katarzyna – oficjalnie przedstawiła się Kaśka.

I od słowa do słowa doszli do porozumienia, że odprowadzi ją do domu, bo mu po drodze wypada. Była to nieprawda, ale kłamstwa tego nieświadoma dziewczyna ucieszyła się. Szli ulicami, na których powoli zapalały się już pierwsze latarnie. Bezwiednie ich ręce splotły się i ciepło ogarnęło ich serca. Rozmowa była zajmująca, droga okazała się okrutnie krótka i ani się obejrzeli, a rozstać się było trzeba. Stali jeszcze chwilę w milczeniu patrząc sobie w oczy i umówili się na jutro, bo mieli tyle wspólnych zainteresowań i tyle tematów do obgadania. Wieczór upłynął obojgu na rozmyślaniach. Tysiące pytań przelatywało przez głowy i były one podobne do siebie jakby w myślach swoich czytali.

Niedziela też była dniem cudnym. Takim, w sam raz na randkę. Wychodzili ze swoich domów z drżeniem w sercach i przygotowanymi pytaniami, które to mieli zadać drugiemu. Ale gdy się spotkali nie zadawali pytań. Wszystko stało się nieważne oprócz jednego, że są razem. Idąc obok siebie, trzymając się za ręce, patrząc na migoczące wśród kolorowych liści słońce, cieszyli się sobą. Doszli do wczorajszego stawu. Paweł delikatnie objął ramieniem Kaśkę i spojrzał jej w oczy. Odgarnął kosmyk włosów spadających na czoło i lekko musnął jej usta, co ją zmieszało w pierwszej chwili. Nawet chciała zaprotestować, ale nie potrafiła. Uśmiech tylko pojawił się na wargach, serce zatrzepotało. On się zarumienił jakby zawstydzony a jednocześnie zdziwiony swoją odwagą. Był przecież taki nieśmiały, bał się nawet i uciekał nieraz przed natarczywością koleżanek, które uważały go za bardzo przystojnego i wartego zachodu młodzieńca. On o sobie nie miał zdania. Był, jaki był. Patrzyli teraz już nie na otaczający ich jesienny, kolorowy świat, lecz na siebie. Siedzieli na tej samej co wczoraj ławce. Rozmowa się powoli rozkręciła i mrok zaczął otulać dwie młode istoty zajęte sobą. Czas powrotu i rozstania naszedł zbyt szybko. Zwykle tak to bywa. Ale już wiedzieli że będą się spotykać. To tylko ich dręczyło, że nie mogą tak często ze sobą być jakby tego pragnęli. Rozłąkę zapełniali rozmowami telefonicznymi i mailami. Zauroczenie, jakiemu ulegli przekształcało się w miłość. Nie taką płochą, niedzielną, ale głębszą. Dobrze im było razem. Po prostu cieszyli się sobą. Kaśka zaczęła znowu pisać pamiętnik, który porzuciła jakiś czas temu, a Paweł, Pawłowi zaczęło się rymować i popełnił wiersz. Potem drugi i trzeci i jeszcze kilka. Był niezmiernie zdziwiony skąd mu się to bierze, przecież z polskiego miał ledwie tróję. Wolał przedmioty ścisłe, biologię, a najbardziej chemię. Tak, w pracowni chemicznej był w swoim żywiole. Dolewał, dosypywał, podgrzewał, mieszał. Raz spowodował wybuch i pracownię trzeba było remontować, ale że pomagał uszło mu to na sucho. No prawie, bo nie dostał pewnej już prawie szóstki na świadectwie tylko piątkę. Przebolał to, ale nie zapomniał i teraz nie rwał się już tak do eksperymentów i doświadczeń. Twórczość jego znalazła ujście w poezji, może nie najwyższych lotów, ale prosto z serca płynącej. Postanowił swoje wypociny, jak je nazywał roboczo, pokazać Kasieńce, tak to jej imię Katarzyna u niego zdrobnione było. W myślach dodawał jeszcze „moja”, ale do niej nie odważył się jeszcze. Wybrał na początek to, co mu się widziało w miarę dobre i wysłał mailem do swojej Kasieńki. Kaśka otworzyła pocztę i widząc wiadomość od Pawła uśmiechnęła się nie przeczuwając, jaka niespodzianka ją tam czeka. Zaczęła czytać:

niepotrzebny bez wiosenny,
ni kwitnąca stokrotka,
wśród barw liści jesiennych
też można miłość spotkać…

ciąg dalszy nastąpi

Dodaj komentarz

Featuring Recent Posts WordPress Widget development by YD