Czy musi być „dla kobiet”?


wydawnictwo literatura logo 300x276 Czy musi być „dla kobiet”?

(fot. warsaw.czechcentres.cz)

Statystyki mówią – ponad 60% Polaków w ciągu ostatniego roku nie przeczytała ani jednej książki. Nie wierzę! Każda Polka na pewno przeczytała, przynajmniej, jedną książkę, a jak na razie wciąż stanowimy większość i mamy swoją literaturę – kobiecą – a ja nie mogę tego przymiotnika zrozumieć.

W nawiązaniu do tekstu Marty Kosmali – Nowa seria romansów dla kobiet – chciałabym się odnieść do popularnej klasyfikacji literatury na kobiecą i właśnie, jaką? Na usta ciśnie się słowo – męska, ale ono nijak nie pasuje w połączeniu ze słowem literatura; bo kryminał to jest męski? Czy takie miano przyjęła twórczość, której odbiorcą są wyłącznie panie, czy mężczyźni nie czytają takich książek, lub ich nie rozumieją? A może dlatego, że autorkami bywają w większości białogłowy?

Od dawna zadaję sobie to pytanie i nie znajduję odpowiedzi. Przecież panowie też zagłębiają się w romansach, potrafią nawet robić z nich ściągawki na użytek własny. Lubią czułe i erotyczne historie. Wielu mężczyzn odezwało się do mnie, (po przeczytaniu mojego tomiku wierszy z erotyczna nutką), z przychylnymi opiniami, z bardzo osobistymi wrażeniami i doznaniami. Wracając do pytania; może tu, wśród czytelniczek i czytelników znajdę wyjaśnienie takiego podziału pisarstwa. Inna sprawa, że to dotyczy prozy, nie spotkałam się bowiem, (mogłam przeoczyć), z podziałem poezji na kobiecą i resztę.

Chciałabym wyjaśnić, że nie jest moim zamiarem krytykować takie powieści, ani tych co je czytają. Sama niekiedy po nie sięgam. Znak zapytania zrodził się ponieważ niektórzy odnoszą się lekceważąco do twórczości mającej w nazwie „kobieca”, jak również do czasopism tak określanych, tak jakby to było coś mniej ważnego, mniej ciekawego, pozbawionego wartości. Ale tak nie jest. Magazyn o wędkowaniu nie jest lepszy od magazynu o plotkach, modzie i urodzie, jest tylko na zupełnie inny temat.

Podsumowując swoje wynurzenia chcę jeszcze jedno słowo powiedzieć o sprzeczności jaką widzę w związku z tą „kobiecą”. Z jednej strony staramy się zacierać wszelkie różnice między płciami i walczymy, by dorównać we wszystkim facetom, a z drugiej, godzimy się na odróżnianie nas od nich w tak ważnej sprawie jak słowo pisane, które jest dla wszystkich bez różnicy.

Osobiście byłabym za tym żeby nie dodawać słowa – kobieca – tam gdzie to nie jest absolutnie konieczne, a w literaturze nie wydaje mi się koniecznością. Oczywiście mogę się mylić. Ale, może ktoś udzieli mi poparcia!

 

Dodaj komentarz

Featuring Recent Posts WordPress Widget development by YD