Ideał kobiety na przestrzeni epok


(fot. materiały prasowe)

(fot. materiały prasowe)

My, kobiety, nie mamy lekko. Podczas gdy panowie, niezależnie od wyglądu prześlizgnęli się po kolei przez wszystkie epoki aż do dziś, my musiałyśmy zmierzyć się z… kobiecym ideałem urody poszczególnych czasów. Przyjrzyjmy się jak dokładnie zmieniał się on od prehistorii do współczesności.

Na początek sztuka prehistoryczna, czyli Wenus z Willendorfu – najsłynniejsze przedstawienie kobiety tamtych czasów, odkryte podczas wykopalisk. Piękna Wenus była, no cóż, po prostu gruba. Wielkie piersi, wydatny brzuch, duże uda i pośladki. Według większości źródeł, tak właśnie wyglądał wówczas ideał kobiety.

Zmiany nastąpiły w starożytności, kiedy to uwielbieniem obdarzone zostały smukła sylwetka, wąska talia i niewielkich rozmiarów piersi. Ważna była harmonia i proporcjonalność. Ciało kobiety starożytnej było wychudzone, wręcz anorektyczne. Skąd my to znamy…

Kolejny przeskok nastąpił w renesansie, uwaga skupiła się wokół kobiet o pełniejszych kształtach i to one stały się symbolem tej epoki. Duże piersi, rozłożyste biodra, spore uda.

Barok nie zrezygnował z obfitych kształtów, a wręcz przyklasnął im jeszcze bardziej – więcej ciała do kochania. Do tego barokowe kobiety charakteryzowała cielesność, zostały pozbawione cnót duchowych, które dominowały w poprzednich epokach. Przedstawiane były jako wyrachowane kochanki o zimnym spojrzeniu, dające uciechę mężczyźnie. Wszystkiego dopełniały fałdki tłuszczu i cellulit. Ciekawe połączenie.

Oświecenie natomiast przywitało z szeroko otwartymi ramionami to, co wcześniej pożegnał renesans, czyli smukłą sylwetkę. Kobiety tej epoki były wysokie i szczupłe, zachowane były ideale proporcje. Nastąpił zwrot ku harmonii, zwiewności i lekkości.

Romantyzm poszedł o krok dalej i znowu wychudzone ciało było dobrze przyjmowane, jednakże tutaj najważniejsze było wnętrze kobiety, liczyła się subtelność i duchowość, uroda była natomiast aspektem pobocznym. Czyż nie tak powinno być?

Wiek XX nie wyznaczał już z kolei sztywnego schematu kobiecej urody, a zmiany można było obserwować na przestrzeni dekad. Każda figura miała swoje pięć minut, większą wagę przywiązywano natomiast do strojów. Był to dobry czas dla każdej sylwetki.

Niestety sprawy uległy pogorszeniu i dzisiaj – choć niby wciąż przebąkujemy coś o tym, że każda kobieta jest piękna – dominują wychudzone i sztuczne ciała. Zewsząd atakują nas zdjęcia anorektycznych modelek i poprawionych skalpelem celebrytek. Jesteśmy wpędzane w kompleksy – manekiny mają rozmiar zero, a w co drugiej reklamie telewizyjnej jesteśmy namawiane do przejścia na dietę i wypróbowania cudownych preparatów odchudzających, ergo – jesteśmy grube i musimy schudnąć. Mogę teraz napisać jak bardzo mi się to nie podoba i jak krzywdzące jest to na przykład dla moich biednych bioder, które nie chcą mieścić się w – praktycznie dziecięcą – rozmiarówkę Tally Weijl, ale co ja tym zmienię? Chyba musimy zaczekać aż nadejdzie nowa, być może łaskawsza dla różnorodności, moda.

Dodaj komentarz

Featuring Recent Posts WordPress Widget development by YD