Idealną być


(fot. materiały prasowe)

(fot. materiały prasowe)

Zawsze marzyłam o tym, żeby być idealna. Niestety nigdy nie miałam idealnych nóg, idealnych bioder, idealnego nosa ani idealnych włosów. Wściekałam się więc, że – mimo usilnych starań – wciąż nie byłam idealną kobietą. Aż w końcu pojęłam: idealni są tylko ludzie, którzy sądzą, że są idealni!

Mam taką znajomą, jest ode mnie starsza i już jako nastolatka pragnęłam być taka jak ona. Była piękna. Oglądali się za nią wszyscy mężczyźni, flirtowała z każdym i żaden nie mógł się jej oprzeć. Zdobywała serca młodszych, starszych, biedniejszych, bogatszych, wolnych, żonatych, zabawnych i tych poważniejszych. Jak szłam z nią po ulicy, zawsze nas zaczepiano, a ona zawsze wiedziała co odpowiedzieć na te zaczepki. Była idealna. Dopiero kilka lat później dostrzegłam, że jest niezwykle niska i ma sporą nadwagę.

Byłam w szoku, kiedy dokonałam tego odkrycia i zaczęłam zastanawiać się w czym, do diabła, tkwi w takim razie jej sekret. Ja byłam znacznie szczuplejsza i wyższa, a nigdy nie miałam takiego powodzenia. Dziś wiem, że to, co posiadała ona, a ja wówczas jeszcze nie, to była pewność siebie i samoakceptacja. Ona nigdy nie narzekała ani na swoją figurę, ani na swój wzrost, wiek, kondycję włosów, na nic. Cieszyła się tym co ma i była z tego dumna. Nadrabiała uśmiechem i poczuciem humoru, nikt nie zauważał żadnych jej wad, bo tak eksponowała zalety i tak lubiła siebie samą, że nie sposób było również jej nie polubić.

Nie jest żadnym sekretem, że ludzie widzą nas tak, jak my same siebie widzimy – krzyczą o tym wszystkie poradniki, na każdym portalu z poradami dla kobiet możemy o tym przeczytać. Jednak – jak zawsze – łatwiej powiedzieć, trudniej wykonać. No bo jak z dnia na dzień pozbyć się kompleksów i pokochać własne ciało takim, jakie jest, przestać bać się ludzi i błyszczeć w towarzystwie? Sama, chociaż mam pełną świadomość tego, że to jest właśnie klucz do sukcesu, mam z tym nadal spore problemy. Kiedy dopisuje mi humor, patrzę na siebie łaskawszych okiem. Lubię wtedy moje krągłe biodra, doceniam fakt, że posiadam wcięcie w talii, że mam bardzo ładne oczy i zęby, świetną kondycję, a do tego potrafię być zabawna. Jednak, kiedy tylko mam gorszy dzień, to patrząc w lustro widzę jedynie wielkie uda i tyłek, który ciężko zmieścić w spodnie, garbaty nos i rozdwojone końcówki włosów, przed oczami stają mi wszystkie życiowe porażki i wtedy w odbiciu dostrzegam żałosną nieudacznicę. Cały czas jednak staram się z tym walczyć, tłumaczę sobie, że nawet ci, których mamy za doskonałych, wcale tacy nie są. Że to pozytywne nastawienie czyni ich takimi.

Podkreślam to już któryś raz – nie jest łatwo, bo niestety żyjemy w czasach, kiedy promowany jest wciąż jeden typ sylwetki – CHUDA, CHUDA, CHUDA. Cała reszta może sobie poucinać grube nogi i liczyć że wtedy waga spadnie do pożądanej. Jak niejedna kobieta, katowałam się już drakońskimi dietami, żeby dobić do ideału – owszem, schudłam do wagi piórkowej. Czy to mi dało szczęście? A gdzie tam, cały czas zastanawiałam się tylko ile co ma kalorii, byłam ciągle zmęczona i poirytowana. Moja skóra była wysuszona i bez przerwy było mi zimno. Zdecydowanie nie zwracałam większej uwagi żadnego faceta, zresztą moje libido zapadło w śpiączkę. Odpuściłam więc trochę i wróciłam z powrotem do mojej sylwetki. Nie zmienię tego, co mam. Mogę położyć się na stół operacyjny i dać się cała pokroić, ale czy wówczas pozbędę się niechęci do siebie? Pewnie nie, bo musiałabym chyba dać pokroić sobie mózg, który odpowiada za to jak widzę swoje ciało.

Jak więc zacząć doceniać własny wygląd i tym samym pozwolić innym, żeby go doceniali?
Najpierw postarajmy się odróżnić, kiedy faktycznie to wygląd jest problemem, a kiedy chodzi o coś zupełnie innego. Jeśli mamy jakieś kompleksy, to często wpadamy w paranoję i tak też, gdy na przykład jest nam z jakichś powodów smutno, coś nam nie wyszło, to zamiast stwierdzić, że jesteśmy rozczarowane, zarzucamy sobie, że jesteśmy brzydkie. Albo grube. Nieraz pod słowami: „źle wyglądam” kryje się tak naprawdę: „źle się czuję”. Postarajmy się więc jasno wyrażać to, co siedzi w naszej głowie i dążmy do poprawienia faktycznego stanu rzeczy.

Drugą niezwykle istotną kwestią jest to, żeby nie porównywać się ze wszystkimi dookoła. Mamy tendencję do tego, żeby porównań dokonywać stawiając się przy osobach wyidealizowanych i do wyolbrzymiania – nagle WSZYSTKIE kobiety są chudsze, WSZYSTKIE mają dłuższe włosy, WSZYSTKIE mają bardziej zadbane dłonie. Wiemy przecież, że to niemożliwe! Wątpię, żeby los tak się na Ciebie uwziął, żebyś WSZYSTKO miała od WSZYSTKICH gorsze. Poza tym, do cholery, żyjemy w świecie, gdzie spora część ludzi patrzy wyłącznie na siebie, więc w momencie, kiedy stoisz naprzeciwko innej kobiety, a po Twojej głowie kołacze się tylko: „Matko, ciekawe co ona o mnie myśli, na pewno gapi się na moje wałki na brzuchu i zastanawia się jak można się tak zapuścić!”, to pomyśl sobie, że ona zapewne myśli dokładnie o tym samym i również analizuje tylko własne ciało, na Twoje nie zwracając specjalnej uwagi…

Trzecia sprawa – poprawiaj sobie humor. Rób dla siebie miłe rzeczy, nie odmawiaj sobie przyjemności, pamiętaj, że żyjesz tylko raz i to naprawdę od Ciebie zależy w największym stopniu czy spędzisz je zadowolona czy wiecznie nieszczęśliwa. Kiedy jesteś uśmiechnięta, wyglądasz ładniej i budzisz w innych pozytywniejsze uczucia. A sobie nie wytykasz wad, bo masz ochotę skupiać się tylko na zaletach.

Ostatnia rada ode mnie – bądź aktywna, ćwicz, odżywiaj się zdrowo. Poprawi to zarówno Twój wygląd, jak i samopoczucie. Aktywność fizyczna zalecana jest jako rodzaj terapii dla ludzi z depresją. Musi więc działać dobrze na to jak się czujemy!

Więc od dzisiaj głowa do góry, pamiętaj, że jesteś piękna i czarująca, nawet jeśli jeszcze o tym nie wiesz. I walczmy o to, żeby nikt nie mówił nam jak powinnyśmy wyglądać – każdy typ sylwetki, każdy owal twarzy i każdy wzrost może być idealny! Nie starajmy się być wszystkie takie same, bo będzie nudno i smutno!

Dodaj komentarz

Featuring Recent Posts WordPress Widget development by YD